Postanowienia noworoczne – nie daj się zniechęcić cz.2

postanowienia noworoczne

  Marzę o wielu zmianach w swoim życiu. Tych małych i tych dużych. To daje mi energię do działania. Właśnie to, co mam jeszcze do zrobienia na tym świecie. I co najmniej dziwnie byłoby, gdyby takie myśli i refleksje pojawiały się tylko w okolicy początku nowego roku…

   Styczeń nie jest łatwym miesiącem. Zwłaszcza w naszym klimacie, gdzie jest mało światła, dzień jest krótki, a nastroje dookoła bywają… różne. Już po Świętach, a jednocześnie do wiosny jeszcze daleko. Dlatego nie jestem zwolenniczką rozpoczynania dużych zmian właśnie w tym miesiącu.

Presja postanowień noworocznych

   Zwłaszcza kiedy planowałam przed Sylwestrem – wypoczęta i radosna, a później styczeń przynosił twarde zderzenie z rzeczywistością.  I rozczarowanie. Sobą, która nie wytrwała w postanowieniach. Tego typu rozczarowania nie są lekcją pokory. Niosą negatywne myśli na swój własny temat. A co jeszcze gorsze – z czasem, po kilku takich doświadczeniach, nabieramy przekonań, które nas bardzo ograniczają! „I tak nie wytrwam”, „Nie potrafię”, „Nie poradzę sobie”, „Jest dobrze tak, jak jest”. I tak programujemy się nieświadomie, a później zaczynamy działać w zgodzie z tymi programami.

Z miłością do siebie

   To czego się w ostatnich latach nauczyłam to podchodzić do postanowień noworocznych realistycznie, a jednocześnie z miłością do siebie. Pomogło mi w tym kilka wniosków i nawyków.

   Przede wszystkim różne cele ustalam przez cały rok. A dokładniej – zapisuję je sobie niemal codziennie. To daje mi właściwy kierunek myślenia i pomaga nie zapominać o tym, co chce zmienić. Kiedy zrealizuję jedne cele, ustalam kolejne. To stały cykl. 1 stycznia nie ma magicznej mocy. To tylko cyferki w kalendarzu.  Zacząć coś nowego możemy KAŻDEGO DNIA.

Wracaj do gry!

   Ba! Nie tylko zacząć, ale i… wrócić do postanowień, które na jakiś czas zarzucisz. Nie jest sztuką nie upadać, ale podnosić się po każdym upadku. Załóżmy, że wraz z Nowym Rokiem podjęłaś jakieś postanowienie i trzymałaś się planu. A w połowie stycznia zasypało. I zamiast np. na siłowni spędziłaś godzinę w korkach. A przecież tego typu sytuacje się zdarzają. Miewamy gorszy czas, napięcia w pracy, w różnych relacjach, ktoś bliski zachoruje, auto odmówi posłuszeństwa. I wtedy na parę dni coś odpuszczasz.  Najważniejsze jest to, że każdego dnia możesz wrócić do gry! Nawet jak coś się nie powiedzie zgodnie z harmonogramem – to w końcu ten plan jest Twój – możesz go zmodyfikować.

Zacznij… DZIŚ

   Nie wszyscy robią postanowienia noworoczne. A jednak na przełomie roku dużo się o tym mówi. Jeśli masz wyrzuty sumienia, że nie zrobiłaś ich do tej pory, albo nie zaczęłaś we właściwym momencie, to mam dobrą nowinę: DZIŚ jest właściwy moment. Bo to jedyny moment, który jest – właśnie teraz. A dopóki tu jesteś możesz zacząć raz jeszcze, jeśli za pierwszym albo dziesiątym razem nie wyszło. Nie ma znaczenia to, że minęła połowa stycznia. Nie czekaj do nowego miesiąca, nowego tygodnia, ani nawet do jutra! Jutro jest wiecznie odwlekaną datą. Mówiąc „jutro” to tak jakbyś mówiła „nigdy”, Twój mózg nie dopasuje jutra do konkretnego momentu w czasie, bo jutro przecież jest codziennie! Najlepiej zacznij dziś, choćby był to minimalny krok w drodze do Twojego celu. A jeśli, z różnych powodów, chcesz zacząć w przyszłości, to niech to będzie konkretna data np. 19 lutego 2019 r. Taką datę zakoduje Twój mózg.

Moje Kochane – róbcie postanowienia całoroczne i działajcie! Bądźcie nie do zatrzymania.

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Monika
Gość
Monika

Dzięki za ten tekst! Chociaż post dotyczy postanowień noworocznych, a ja takich nie robie to i tak czuję się zmotywowana. Zmotywowana do wykonania telefonów, które czekają na realizację od bardzo długiego czasu (telefonowanie jest dla mnie miejscem mojego upadku ;))!
Także dziękuję! Telefony wykonane, zdjęłam z siebie ciężar!